środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 6

odpowdziłam się przed budzikiem,ponieważ była 6:40.Dla mnie wsumie lepiej ponieważ wyjdę jeszcze z Lolą i nie będe musiała puszczać jej do ogrodu.Wstałam i poszłam w strone łazienki gdzie wziełam szybki prysznic i pomalowałam usta błyszczykiem.Owinięta w ręcznik poszłam do garderoby i założyłam dresy :
Założyłam na siebie ubrania i zeszłam na dół z Lolą.Zapiełam ją na smycz i wyszłam z domu.Szłam ulicami gdzie chodzili ludzie , których nie znałam,ale poczekajcie jedną na pewno znałam.To był Justin.Zabaczył mnie i do mnie podbiegł.
-Hej co ty taki rany ptaszek ?-zapytał ciekawy.
-Musiała wyjśc z psem i szykować się.
-Ale mecz jest dopiero na dziesiątą.
-Tak ale moja przyjaciółka przyjeżdza i musze być o ósmej na lotnisku.
-Aha,ładnie wyglądasz.
-W dresach ? -zapytałam rozbawiona
-Nawet w worku po ziemniakach.
-Wiec dziękuję-zarumieniłam się.
-Ale słodko, ty się rumienisz.
Walłam go tylko w ramie po czym złapał się za nie.Byłam już pod domem pożegnała  się .Weszłam do domu i podreptałam do kuchni.Loli nasypałam jej ulubione jedzenie na miseczkę a sobie zrobiłam kanapki. Nalałam sobie do szklanki soku pomarańczowego i poszłam do jadalni w której zjadłam swój posiłek.Po ukończeniu czynności zaniosłam talerzyk i szklane do zmywarki.Poszłam na górę by zobaczyć na TT.Zobaczyłam , że Justin zaczoł mnie obserwować. Za chwile usłyszałam czyjeś kroki.Wyszłam z pokoju by zobaczyć kto to. Jak się okazało była to Sophi.
-Dziś zajmujesz się Eydenem do puki rodzice nie wrócą.
-Okey.
Usłyszałam dzwonek do drzwi więc poszłam otworzyć.Jak myślałam były to dziewczyny. Poszłam za nimi do auta i pojechałyśmy na lotnisko.
~*~
Po jakiś 15 minutach byłyśmy na lotnisku.Poczekałyśmy chwile i zobaczyłyśmy jak Rose wyłania się za ściany.
-Boże jak ja za wami się stęskniłam-zaczeła szczęśliwa.
-My też-powiedziałyśmy chórem ,po czym ją przytuliłyśmy.
-Która godzina-zapytałam
-9:20 , a czemu pytasz?-odpowiedziała mi również pytaniem Rose
-Bo ma randkę-powiedziała Lili.
-Z kim?-Rose podniosła jedną brew.
-Z Bieberem ! -wykrzyczała 
-Tssa,nie pierdziel.-wygadała się Dylan.
-Tak.-odparłam
-Dobra to już lepiej leć do swojego księcia.
-Naprawdę ?
-Tak
-Kocham cię przyjć później do mnie,a jak chcecie to wszystkie.
-Okay
Pocałowałyśmy się w policzek na pożegnanie i poszłam do samochodu.Wsiadłam odpaliłm auto i pojechałam do domu.Zajechałam pod dom po jakiś 12 minutach.Weszłam do domu i szybko poszłam do garderoby by wyciągnełam czyste ciuchy. Wzięłam to :
Weszłam do łazienki z czystą bielizną i ubraniami do łazienki.Ubrania i bieliznę położyłam na stoliku z ręcznikami obok prysznica.Doczłapałam do prysznica i weszłam i odrazu puściłam ciepłą wodę.Nałożyłam na gąbkę płynu czekoladowego i obmyłam nim ciało.Włosy umyłam kokosowym szamponem,uwielbiałam takie połączenie.Kiedy skończyłam opłukałam się i wyszłam spod prysznica.Włosy zawinęłam ręcznikiem w coś co wyglądało jak turban.Ciało wytarłam ręcznikiem.Po chwili moje ciało było całkowicie suche więc założyłam ubrania.Z głowy ściągnęłam ręcznik i wysuszyłam włosy.Skończyłam po jakiś 7 minutach,więc spięłam je w koka i dodałam kokardkę.Byłam już gotowa więc zeszłam na dół gdzie Sophi robiła coś z dziewczynami i Eydenem.Postanowiłam jeszcze zadzwonić do Justina żeby mi podał mi gdzie mam pojechać.Wyciągnęłam  telefon i zobaczyłam ,że Justin do mnie napisał.Jak podejrzewałam była to ulica na której odbędzie się mecz.Pożegnałam się ze wszystkimi i szybkim krokiem wskoczyłam do auta i wpisałam na nawigacji odpowiednią nazwę ulicy.Mapa mi się już pokazała więc ruszyłam.Jechałam dość szybko ponieważ miałam tylko 20 minut.Byłam tam zaledwie w 7.Wysiadłam z auta i podążyłam do wejścia.Gdy weszłam od razu zobaczyłam Justina.
-Hej
-Hej,ślicznie wyglądasz-odparł Justin przyglądając się mi.
-Dziękuje ty również.
-To idziemy ?-zapytał
-Jasne-uśmiechnęłam się.
-Idziesz po picie albo jedzenie czy pójdziesz usiąść ?
-Idę po picie i jedzenie.
-To chodz.
Poszliśmy we dwójkę do stoiska z jedzeniem i piciem.Justin wziął cole i naczosy a ja popcorn i wodę w kubeczku z rurką.Z kupionymi rzeczami poszliśmy kupić bilety.Już miałam wyciągać portfel ale oczywiście Justin jako gentlemen musiał za mnie zapłacić.No więc jak on zapłacił ja dałam kobiecie napiwek.
-Sama bym zapłaciła-wymamrotałam.
-Tak ale to ja cię zaprosiłem a nie ty mnie-uśmiechnął się szyderczo.
-Faceci-zaśmiałam się.
Zajęliśmy swoje miejsca i tak minął nam mecz.Wygrała drużyna na którą stawiałam oczywiście.Wstaliśmy z miejsc i poszliśmy do wyjścia.
-Emili i co zastanowiłaś się z tą propozycją modelki ?-zapytał ciekawy.
-Tak-uśmiechnęłam się lekko.
-Iii-przeciągnął
-I chyba się zgodzę.
-To pojedziemy tam teraz?-zapytał pełen nadziei. 
-Możemy ale pierw jedziesz się ze mną przebrać.
-Okey-wyszczerzył się.
Wsiadłam do siebie do samochodu i on do swojego samochodu.Po jakiś 10 minutch bylśmy pod moim domem.
-Idziesz?
-Tak,tak.
Weszłam do domu ale o dziwo nikogo nie było.Justin szedł tuż za mną kiedy ja szłam do pokoju po tych przeklętych schodach.Szybkim krokiem poszłam do garderoby i za chwile dołonczył do mnie Justin.
-Ja piepsze po co ci taka duża  garderoba?
-Niech zgadne,na ubrania,ale podejrzewam ,że twoja jest nie mniejsza.
-No dokładnie.
Wziełam szybko czystą bielizne i zestaw,który wyglądał tak : 
Szybkim krokiem poszłam do łazienki gdzie od razu ściągnełam  z siebie brudną bielizne i ubrania.Wziełam szybki prysznic.Po skończeniu ubrałam bielizne i ubrania.Kiedy byłam już ubrana usłyszałam pukanie do drzwi.
-Czego?
-Moge wejść ?-zapytał grzecznie
-Tak
Za chwile wlazł Justin.Ja natomiast usiadłam przy stoliku na którym miałam pełno kosmetykó.Zaczełam się malować,pierw zrobiłam "kreski",nałożyłam tusz na rzęsy i błyszczyk.Jeśli chodzi o włosy wyprostowałam je.
-Co chciałeś?-zapytałam się kończąc prostowanie włosów.
-Nic chciałem popatrzeć jak się szykujesz.
-Tak,ty zdecydowanie jesteś normalny.
-Ma się to coś-puścił mi oczko.
-Dobra chodz , bo długo mozna było by gadać. 
-To choć.
Już gotowa poszłam na dół , a Justina gdzieś wcieło.Za chwile przyszedł.
-Jak ty się tu nie gubisz ?
-Gubie ale ty pewnie tez masz nie lepiej-podniosłam jedną brew.
-Może-uśmiechnął się szyderczo.
Walłam go w ramie i wyszłam przed dom.
-Jedziesz ze mną-zapytał.
-Nie bo jeszcze sobie coś pomyślą. -odparłam sarkastycznie.
-To masz tu adres gdzie jechać-Dostałam adres i wsiadłam do auta. Od razu wpisałam adres w nawigacji i ruszyłam.Jechałam może z 20 minut i byłam na miejscu , gdzie czekał już Justin. 
-To idziemy? 
-Tak-odpowiedziałam.
Wdrapałam się po schodach i zobaczyłam kobiete po 40.
-Dzień dobry ty zapewne jesteś Emili.-oznajmiła szczęśliwa.
-Tak-podeszłam bliżej.
-Więc miło cię poznać.
-Mi również-posłałam jej lekki uśmiech
-Rozmawiałam wczoraj z innymi pracownikami i chcieli byśmy z tobą współpracować.Jeśli byś się zgodziła zaczeli byśmy prace od jutra.
- Również bym chciała z wami współpracować.
-Czyli się zgadzasz ?
-Tak jeśli to odpowiada.-uśmiechnełam się.
-Nam jak najbardziej,czylu jutro na 8 .
-Dobrze i do widzenia-pomachała.
-A i jeszcze coś.
-Tak ?
-To jest twoja agentka-zawołała ją-Kim!Kim!gdzie jesteś?!
-Już idę-usłyszałam
Po chwili do pomieszczenia weszła młoda kobieta:
-Witaj-podała mi rękę po czym ją uścisnęłam.
-Dzień dobry,czyli jutro mam być tu o 8 ?
-Tak,jeśli chcesz możesz iść i widzimy się jutro.
-Dobrze czyli do jutra-pomachałam wychodząc
-Dowidzenia-usłyszałam za sobą.
Kiedy wyszłam z agencji ktoś do mnie zaczął dzwonić mój telefon.Oczywiście odebrałam.
-Słucham?-
-Córcia za 4 dni jedziesz do Kanady.
-Do cioci ?-zapytałam podekcytowana.
-Tak,ktoś musi się zająć końmi.
-Oczywiście a jadę sama?-zapytałam
-Nie,jedzie z tobą Sophi to na pewno,a z Eydenem nic nie wiadomo.
-Okey ja za nie długo będę w domu.
-No ja mam nadzieje bo  jest 18.
-Dobra ja będę w domu o 20 i mam nadzieje ,że już będziesz.
-Oczywiście szefie-zaśmiałam się.
-Pa kochanie.
-Pa.
Rozłączyłam się po czym zobaczyłam ,że Justin czeka koło mojego auta.
-Co ty tu jeszcze robisz ?-spojrzałam  na niego zdziwiona.
-Czekam na ciebie,nie widać ?
-Widać-powiedziałam sarkstycznie.
-Jasne-puścił mi oczko
-No tak.
-A kto do ciebie dzwonił?
-Tata ,że za 4 dni wyjeżdżam.
-Poco i gdzie
-Do Kanady by zając się moimi końmi.
-Czyli długo nie będziemy się widzieć.
-Jeśli tydzień to dla ciebie długo to tak.
-Więc idziemy na kawę ?
-Jak najbardziej-uśmiechnęłam się i złapałam go pod rękę i poszliśmy pod moje auto.
-Jedź za mną.
-Tak jest-zasalutowałam.
On poszedł do swojego i czekał aż  ja odjadę,ponieważ nie wieziała gdzie mam jechać.Jechaliśmy dość długo chyba z 30 minut.Wkońcu dojechaliśmy,dzięki Bogu.Chwyciłam Torbę i już miałam otwierać drzwi ale Bieber mnie wyprzedził.Podziękowałam mu i wysiadłam.Weszliśmy do kawiarni i od razu podszedł do nas kelner.
-Mogę złożyć zamówienie-spytał grzecznie.
-Tak ja poproszę sok pomarańczowy.
-Dobrze a dla ślicznej pani?
-To samo poproszę ale jak by się dało na trzy ciasta orzechowe i dwa czekoladowe.-oznajmiłam.
-Dobrze, soki zaraz będą a na ciasta trzeba chwilkę poczekać.
-Oczywiście-uśmiechnęłam się lekko.
Kelner poszedł i za chwile przyszedł z naszymi sokami.
-Proszę oto soki a ciasta będą za jakieś 5 minut.uśmiechnął się do mnie a ja do niego.
-Dziewczyno ty jesteś  w ciąży?
-Tak z tobą-kopłam go pod stołem.
-Ałł,to bolało-złapał się za nogę
-Bo miało boleć-wyszczerzyłam się.
Przerwał nam kelner przynosząc moje ciasta.
-Ile płace ?
-30 dolarów z piciem
-Proszę-podałam kelnerowi pieniądze ale o 10 dolarów więcej-Reszty nie trzeba-uśmiech obowiązkowo.
-Dobrze-odszedł
Bieber cały czas się na mnie patrzał.
-Coś ci jest-pomachałam mu ręką przed oczami.
-Lepiej niż zwykle-uniósł jedną brew i się uśmiechnął.
Skończyłam pić sok i powoli zbierałam swoje rzeczy,ponieważ była już 19;30.
-Ja idę-Torbę zawiesiłam sobie na przed ramieniu a kartonik z ciastami wziełam do ręki.
-Jeszcze nie-zrobił mine szczeniaczka.
-Musze-skończyłam a zaraz zadzwonił mój telefon.
-Bieber trzymaj-podałam mu torebke,ciasta i klucze od samochodu.Zobaczyłam a na wyświetlaczu pokazał się numer Kim.
-Coś się stało?-przeszłam do sedna.
-Tak albo nie,jutro na 8 mamy próbe na wybiegu,ponieważ po jutrze mamy pokaz bielizny i sukni balowych i chciałam ci powiedzieć.
-Okey.
-A dała byś dziś przyjechać żeby dopasować ci wszystko ?
-Tak będe za 40 minut.
-Okey to pa i czekam
-Pa
Rozłonczyła się.
-Ja pieprze-zabrałam wszystko od Justina i szłam powoli do wyjścia.-Justin zara do mnie podszedł.
-Co się stało ?
-Musze jechać do agencji dopasować ubrania i wogule bo w sobote mam pokaz.
-I ja na nim będę śpiewał.
-Mhhh
Wzięłam telefon i zadzwoniłam do taty ,że będę dopiero za półtorej godziny bo muszę coś załatwić.Nie był do końca zadowolony ale co poradzi ?.Karton z ciastkami włożyłam do bagarznika a Torbę na przednie siedzenie.
-To ja jadę.
-Okey,jutro się zobaczymy,tylko nie rano bo mam próby na występ.
-Ja też, najwyżej po próbach pójdziemy na Kawę-podniosłam jedną brew.
-Ja zawsze chętnie-uśmiechnął się.
-To ja idę,papa-pocałowałam go w policzek i odjechałam.
Pomachał mi i zniknoł mi z pola widzenia.Dojechałam w przeciąg 20 minut,wziełam torbe i szybko wbiegłam po schodach do agencji.
-Już jestem.
-Dobrze
Kim podawała mi przeróżne sukienki ale tylko jedna pasowała bo reszta była za  "gruba" w pasie.Wyglądała ona tak : 
I buty w tym samym kolorze a jeśli codzi o bielizne to taką:
Zajeło nam to jakąś godzine.Zebrałam wszystkie rzeczy ,pożegnałam się i wyszłam.Ze schodów zeszłam powoli i po chwili weszłam do auta.Torbe położyłam tam gdzie była wcześniej i ruszyłam.W domu byłam po 15 minutach.Wziełam torbe i ciasta i weszłam do domu gdzie znów rodziców nie było.Odłożyłam wszystko do kuchni i postanowiłam iść z Lolą.Mój telefon oczywiście zadzwonił w najmniej oczekiwanej chwili.Justin a kto inny .
-Czego ?-powiedziałam zła.
-Jesteś w domu ?
-Tak.
-To przyjdz na chwile do mnie.
-Ale ty wyjdz po mnie.
-Dooobraaa-przeciągnoł
Rozłonczyłam się i zawołałam Lole.Zapiełam jej smycz i wyszłam.Szłam i szłam aż wkońcu zobaczyłam Biebera.
-Co ty do cholery chciałeś odemnie o tej godzinie ? 
-Zobaczyć cię,a tak na poważnie to jedziesz jutro ze mną na te próby,mam na 8.
-Moge jechać ale przez telefon nie mogłeś powiedzieć ?
-Och przeżywasz.
-Za kare odprowadzasz mnie pod dom.
-Zgoda.
Szliśmy 10 minut i byliśmy pod moim domem.Pożegnaliśmy się i poszedł.Weszłam a tam byli już wszyscy.Bez słowa poszłam do kuchni gdzie Loli na miseczke nałożyłam jedzenie i nalałam wode.Sobie natomiast nałożyłam sałatki owocowej,ponieważ musze dbać o linie.Nalałam sobie jeszcze soku i poszłam do jadalni.Kiedy zjadłam odłożyłam wszystko do zmywarki.Kiedy przechodziłam nikogo już nie było.Poszłam szybko do łazienki z czystą bielizną i piżamą.Szybko sie umyłam,wytarłam a pózniej ubrałam piżame.Kiedy byłam umyta poszłam sie położyc z Lolą.Zasnełam szybciej niż sie położyłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz